» Blog » Na ścieżkach prokrastynacji
01-07-2013 21:45

Na ścieżkach prokrastynacji

W działach: Życie, Prze- | Odsłony: 214

Na ścieżkach prokrastynacji

Podejrzewam, że braci polterowej tytułowe pojęcie jest dość dobrze znane, na wszelki wypadek zacznę jednak od wyjaśnienia – prokrastynacja to czynne zwlekanie, przypadkowa aktywność wypełniająca czas, który teoretycznie powinien być przeznaczony na działalność ważną a poważną, czy przynajmniej pilną. Według Wikipedii jest to jednostka chorobowa, ale współcześnie prokrastynowaniu oddają się rzesze ludzi, u których od wrodzonych predyspozycji ważniejsze wydają się czynniki sytuacyjne (na przykład czynnik sytuacyjny na I, dzięki któremu czytasz właśnie Poltera).

 

 

Niestety nie ominęła mnie przynależność do rzeczonych rzesz, w związku z czym postanowiłem zrobić sobie w ćwierci publiczny rachunek sumienia z tegorocznych prokrastynacji i ustalić przy okazji, czy znalazłem na tę plagę jakiekolwiek lekarstwo. Rachunek sumienia będzie publiczny tylko w ćwierci, gdyż skupię się tu na ogólnych wnioskach, sytuacje z własnego życia przywołując raczej oszczędnie.

 

Zacznijmy od banału – na pewno Internet sprzyja prokrastynacji, gdyż przez niego zawsze można zająć się czymś innym, zwykle szybkim i łatwym we wchłanianiu (muzyka, obrazki, krótkie filmiki). Gry komputerowe są może szczególnie groźnymi pułapkami, gdyż od razu dają informację zwrotną o sukcesie – surowce, miejsce w rankingu, PDki itp. – a prokrastynujemy zwykle od czegoś, co ma się zakończyć sukcesem, ale rzeczony nie będzie od razu widoczny.

 

Sprawia to, że wyłączenie Internetu naprawdę może pomóc na prokrastynację – zwłaszcza, że ma ona przykrą skłonność do stawania się odruchem, a te na szczęście dają spokój przy pierwszym oporze. Jeżeli podczas pisania tego tekstu machinalnie kliknąłbym w przeglądarkę, a ta mi na to, że neta nie będzie, z dużym prawdopodobieństwem wróciłbym do pracy. Z kolei pewnym pomysłem na oduczenie się prokrastynowania przez gry komputerowe jest... liczenie. Słów, które się napisało, procentu wykonania zadania czy realizacji planów na ten tydzień. To całkiem nieźle symuluje radochę z gier, zresztą takie zachowanie to czysty przykład gra-tyfikacji (moje tłumaczenie terminu gamification. O tym, czemu wolę je od popularnego grywalizacja, innym razem).

 

Drugą, nieco bardziej niebanalną kwestią jest to, że prokrastynacja to iście salomonowy wyrok wydany na wszystkie naglące kwestie. Kiedy bowiem deadline’y zbliżają się nieubłaganie w ilościach mnogich (tzn. większych, niż 1), kiedy należy roztroić się między uczelnią, pracą a rodziną i nie sposób ustalić, czemu należy się ile czasu, jest tylko jedno wyjście z tej sytuacji – nie robić nic. W ten sposób okazujemy bowiem równy szacunek i równą uwagę wszystkim naszym obowiązkom. Równą, czyli zerową, bo inaczej wyrównać tego się nie da. Sęk w tym, że w historii Salomona wyrok równie zły dla obu stron skłonił jedną z nich do ustąpienia – prokrastynacja nie zawsze ma tę moc. Fajnie by było mieć w głowie automatycznie włączane myślenie „skoro zaczynam nic nie robić, lepiej zrobię cokolwiek”, ale dość trudno je sobie wyrobić.

 

Kiedyś na studiach usłyszałem słowo hiperwybór – wybór tak wielki, że aż go nie ma, bo w mnogości opcji nie sposób zorientować się, która jest dla nas najlepsza. Podobno – i trudno się z tym nie zgodzić – hiperwybór w coraz większej ilości dziedzin jest znakiem naszych czasów. Sprawia to, że można robić mnóstwo ciekawych rzeczy, ale też, że często wygrywa z nimi prokrastynacja – zwłaszcza, jeżeli ktoś lubi wybierać to, co najlepsze. Zresztą tacy ludzie (w psychologii zwani maksymalistami) w ogóle nie mają łatwego życia – potwierdzone, niestety, empirycznie przez piszącego te słowa.

 

Z hiperwyborem zresztą wiąże się chyba zastosowanie prokrastynacji jako metody urządzania sobie pracy – czyli po prostu prokrastynowanie tak długo, aż jedna z wiszących nad nami spraw stanie się arcypaląca (patrz powyższy mem autorstwa Scobina), a nieznośnie lekki byt w hiperwyborze zmieni się w kojącą konieczność działania i brak jakiegokolwiek wyboru.

 

No dobrze, a jak sobie z tym radzić? Nie mam prostej odpowiedzi, ale ustalenie sobie listy rzeczy do zrobienia czasami pomaga. I nie musi to być lista uszeregowana pod względem ważności – liczy się tylko to, by była uszeregowana pod względem kolejności, w jakiej ma się zrobić jej elementy. Dzięki temu na raz ma się do zrobienia tylko jedną rzecz i hiperwybór znika.

 

Tu małe osobiste zwierzenie prawie na temat: jednym z częstych powodów prokrastynacji u mnie jest jedzenie. Jeżeli mam przekąsić coś, czego pochłanianie wymaga tylko jednej ręki często siadam z tym do komputera – przecież drugą rękę i oczy mam wolne, mogę pracować. Tylko, że jedną ręką i jedząc pracuje się niewygodnie, więc zdarza się, że na czas konsumpcji włączam coś niewymagającego skupienia, np. moją ukochaną mapkę o Monolitach z Warcrafta III. Problem polega na tym, że po zakończeniu konsumpcji jedzenia po pierwsze żal przerywać w połowie „konsumpcję” dobra kultury, jakim jest mapka, a po drugie wreszcie mam wolne obie ręce i mogę sterować dużo sprawniej, więc żal z tego nie skorzystać. Opowiadam o tym teraz, bo próba robienia kilku rzeczy naraz wydaje mi się dość mocno spleciona z problemem hiperwyboru.

 

 

I jeszcze drobna rada na koniec – w walce z prokrastynacją cennym sojusznikiem jest czytanie książek. Papierowych. Dlaczego? Jest ono strasznie fajnym ćwiczeniem robienia czegoś po kolei, w wyznaczonym porządku, jeden element na raz – tu po prostu kolejnością, w jakiej zapisane są słowa. W dodatku ćwiczenie to odbywa się bez bezpośredniej bliskości Internetu (stąd papierowych), więc dla początkujących o słabej woli powinno być w miarę łatwe do przeprowadzenia.

 

A co Wy sądzicie o prokrastynacji?

 

Komentarze


lemon
   
Ocena:
+2
Najgorzej, jak ma się do zrobienia coś, co wymaga połączenia z internetem. Radziłem sobie z tym w ten sposób, że pracowałem na strasznie wolnym kompie, gdzie gry i filmiki nie miały szans normalnie działać.
01-07-2013 22:34
Planetourist
   
Ocena:
0
Twój pomysł brzmi bardzo dobrze :) Ja z kolei radzę sobie z tym, przed włączeniem komputera spisując na kartce dokładny plan działania - wydaje się, że planowanie i zastanawianie się bardziej sprzyja prokrastynacji, niż wykonywanie, więc część projektową w miarę możliwości dobrze jest przygotować z dala od internetu.
01-07-2013 22:37
Scobin
   
Ocena:
0
gra-tyfikacji

Pomysłowe, ale się nie przyjmie. ;)

Co do samej prokrastynacji, to tutaj kiedyś z ludźmi z poznańskiej psychologii wymyślaliśmy różne sposoby na zmuszenie się do pisania magisterki. Może się przydadzą. :-)

O hiperwyborze natomiast (w innej terminologii: paradox of choice) ciekawie mówił kiedyś w TED Talks Barry Schwartz.

No i na koniec tekst o arcypalących sprawach – kolejny argument na rzecz tezy, że wszystko, co pomyślimy, ktoś już w internecie napisał wcześniej. ;)
01-07-2013 22:57
Z Enterprise
   
Ocena:
+3
Według Wikipedii

A to ona nie jest ucieleśniem prokrastynacji? :)
01-07-2013 23:10
Blanche
   
Ocena:
+5
Ja zmieniam środowisko z domowego na bibliotecznie sterylne, działa.
01-07-2013 23:19
Scobin
   
Ocena:
+1
@Z

Ucieleśnieniem jest TV Tropes. ;)
02-07-2013 13:34
Szponer
    Dum dum duum
Ocena:
+2
Jestem odporna na TV Tropes :P

Warto sobie znaleźć kilka rzeczy do zrobienia - wtedy bedzie sie prokrastynowac od jednej do drugiej ;)

A tak serio, to chyba najbardziej pomaga dyscyplina + obserwacja tego, co sie robi w ciągu dnia, by wylapac zzeracze czasu. I co niektórzy - wyleczyć sie z perfekcjonizmu...
02-07-2013 13:45
Z Enterprise
   
Ocena:
+1
@Scobin
Nie wiem, nie zaglądam :)
Za niski level w prokrastynowaniu mam najwidoczniej.
02-07-2013 13:48
Planetourist
   
Ocena:
+1
Scobinie, dzięki za linki! Fragment dyskusji z forum UAMu aż sobie pozwolę przytoczyć celem upamiętnienia:

Co prawda udaje mi się to rzadziej, niż bym chciał, ale ogólnie widzę dobre skutki takiego cyklu pracy: godzina z wyłączonym internetem, 15 minut swobodnego hasania po stronach (potraktujcie to jako wzmocnienie), 15 minut przerwy na cokolwiek, co nie ma związku z komputerem (spacer po pokoju, brewiarz, herbata, ciastko). Powtórzyć.

Faktycznie trudno może być się zmusić do takiej obowiązkowości, ale wyczuwam wielkie korzyści ;)

Uwagi Schwarza też są ciekawe - niestety coś stało się z moim łączem (ale nie na tyle, by uniemożliwić prokrastynację) i nie obejrzałem filmiku do końca, ale większość tego, o czym mówi znam z jego artykułu o paradoksie wyboru - z niego zresztą dowiedziałem się, że widać jestem maksymalistą.

Natomiast pomysł Perry'ego kompletnie mi się nie podoba, bo w sumie zaleca on celowo robić to, co mi wychodziło samo z siebie w pierwszych latach walki z prokrastynacją - "weź na siebie trzy razy więcej, niż jesteś w stanie. Połowy nie zrobisz, ale... sam policz."

Szponerowe rady też są w porządku, samoobserwacja i tropienie zjadaczy czasu to cenna umiejętność.

I wreszcie popieram pomysł Blanche. W bibliotece mam większe opory przed prokrastynowaniem nawet, jeżeli wnoszę laptopa a w czytelni jest Wi-Fi. Może boję się, jak ktoś na mnie spojrzy widząc na monitorze FB zamiast notatek, a może po prostu biblioteka działa jak książka - przypomina, że obok "wszystko na raz" istnieje też opcja "po kolei".

Dzięki za głosy w tej sprawie!

PS. TvTropes bije Wikipedię na głowę, jeżeli chodzi o prokrastynację.
02-07-2013 14:15
banracy
   
Ocena:
0
TV tropes bije ją też na głowę jeśli chodzi o stężenie dziwadeł:
http://www.youtube.com/watch?v=feF HnIhJtG4
02-07-2013 23:08
Kamulec
   
Ocena:
+1
Czego można się uczyć bez dostępu do sieci?

@Scobin
Ja tam widzę bardzo standardowe wylewanie żółci :P
02-07-2013 23:22
Szponer
   
Ocena:
0
Robienia noży - kuźnia jest ostatnim miejscem, gdzie chcesz używać komputera/smartphone'a :P
02-07-2013 23:32
Kamulec
   
Ocena:
0
@Szponer
W fabryce da się zapewnić odpowiednie warunki.
02-07-2013 23:34
Jade Elenne
   
Ocena:
+1
U mnie pójście do biblioteki odpada, tam nie można czytać przy herbacie. Za to moja prokrastynacja ma się świetnie: wczoraj podczas szukania materiałów do artykułu przypadkiem znalazłam w starych zakładkach przepisy... i zamiast napisać tekst, zrobiłam ciasto.
02-07-2013 23:48
Kamulec
   
Ocena:
0
Uf. Jestem wolny od tej przypadłości. Niezależnie od okoliczności nie zrobię ciasta.
03-07-2013 07:40
Agrafka
   
Ocena:
0
Każdego da się pod to podciągnąć. Prokrastynacja jest jak horoskop.
03-07-2013 08:36
Z Enterprise
   
Ocena:
0
Szponer, zmartwię cię, ale mamy XXI wiek, i noże produkuje się w fabrykach. Skomputeryzowanych.
03-07-2013 08:57
WekT
   
Ocena:
0
Jak robiłem projekty na studiach to potrafiłem nawet prokrastynować czytaniem książek.
03-07-2013 15:32

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.